Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości. Swietłana Aleksijewicz
Do przeczytania tej książki zainspirował mnie usłyszany kiedyś w czasie jazdy samochodem reportaż Katarzyny Michalak "Jestem człowiekiem uchem". Był to wywiad ze Swietłaną Aleksijewicz, którego noblistka udzieliła w czasie wizyty w Polsce, wzbogacony o czytanie fragmentów z jej reportaży. Pamiętam, że wywarły na mnie tak silny wrażenie, że momentami myślałem, że nie będę w stanie dalej prowadzić samochodu i będę musiał się zatrzymać, aby trochę ochłonąć. Dawno nie słyszałem tego typu opisów ludzkich dramatów. Od razu postanowiłem przeczytać jeden z reportaży Aleksijewicz. Czarnobylska modlitwa to zbiór krótkich relacji świadków, mieszkańców, członków rodziny ofiar, pracowników elektrowni, żołnierzy i cywilów likwidujących skutki katastrowf w Czarnobylu, która miałe miejsce 26 kwietnia 1986. Najbardziej dramatyczne są wyznania wdów tzw. likwidatorów czyli ludzi, którzy pracowali bezpośrednio przy reaktorze, kilka godzin, dni czy tygodni po wybuchu. Ludzie ci pracowali przy minimalnym zabezpieczeniu przed śmiertelnym promieniowaniu. Kiedy wewnątrz radioaktywnej chmury pracowali najczęściej łopatami, wmawiano im, że są bohaterami i ratują ojczyznę. Jedna z wdów, Walentina, wyznaje: "Urodziłam się po to, by kochać. Szczęśliwie kochać. W szkole dziewczyny marzyły: jedna o dostaniu się na studia, inna o wyjeździe z Komsomołem na budowę, a ja chciałem wyjść za mąż. Kochać mocno, mocno jak Natasza Rostowa. Tylko kochać". Potem Walentina opowiada o opiece nad mężem, aż do śmierci i o byciu wdową, która żyje tylko wspomnieniami i wieczną miłością do utraconego męża. Ludmiłą wspomina czas, kiedy czuwała przy umierającym w męczarniach mężu w moskiewskim szpitalu: "Ktoś mi tłumaczy: Niech pami pamięta, że ma przed sobą nie męża, nie ukochanego, ale obiekt radioaktwny o wysokiej gęstości skażenia. Nie jest pani samobójczynią. Proszę się wziąć w garść. A ja szalona: Kocham go! Kocham go! Kiedy on spał, ja szeptałam: Kocham cię! Kiedy szłam przez dziedziniec szpitalny, powtarzałam: Kocham cię! Kiedy niosłam basen: Kocham cię!" Czarnobylska modlitwa to książka wstrząsająca, napisana z perspektywy zwykłych ludzi, którzy z dnia na dzień stali się dla społeczenstwa kimś w rodzaju trędowatych. Zostali pozostawieni sami ze skutkami wybuchu, który całkowicie zmienił ich życie i ziemię, na której od wieków mieszkali. Ich krókie i kruche życie to głośny, dramatyczny, niemy krzyk pośród radioaktywnych śmieci, do których unicestwienia potrzeba tysięcy lat.

Comments
Post a Comment